Forum Album Sklep
FAQFAQ  Mapa GoogleMapa Google  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ProfilProfil
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Smaczaki - przysmaki dla psa Pomagam.pl - Pomagamy w potrzebie Zwierzakowo - Internetowy Sklep Zoologiczny Labradory - na dobre stawy

Poprzedni temat «» Następny temat
jak długo małe labki lamentują...
Autor Wiadomość
niteczka 


Wiek: 37
Posty: 24
Skąd: Łódź/Warszawa
  Wysłany: 2006-10-03, 09:41   jak długo małe labki lamentują...

Chciałabym Was prosić o pomoc!!!

Jakiego czasu potrzebowały Wasze pociechy aby nie lamentować jak zostają same w domku?

Wiem, że nie wszystkie maluchy rozpaczają jak muszą posiedzieć ok 6 godzinek same ale część z Was przeżywała pewnie wizyty życzliwych sąsiadów i słyszała piszczącego za drzwiami malucha.

Moja Bezka (jest z nami od zeszłej soboty) jest bardzo płaczliwa i wyjąca jak zostaje sama, a ja się tym martwię straszliwie :|
Od kilku dni ma radyjko włączone i zawsze kość lub prażone uszko do pogryzienia. Oczywiście zabawki w pełnym zakresie też.

Czy każda psina prędzej czy później się przywyknie? Czy może są takie maluchy które nigdy nie będą potrafiły zostać same?

Jest mi starsznie ciężko jak wracam do domu i słyszę jej rozpacz...
 
 
 
win0 



Mój labrador: Gumis
Pomógł: 1 raz
Wiek: 36
Posty: 167
Skąd: chojnow
Wysłany: 2006-10-03, 09:49   

roznie to bywa a forum byly juz o tym tematy. wszyscy zalecali zeby najpierw z psiakiem w domu to cwiczyc wychodzic do innego pokoju na pare minut poczym wracac ( tylko wtedy gdy psiak juz bedzie cicho - oczywiscie nagroda i pochwaly) i tak zwiekszac ten czas.

Takie nagle znikniecie na pare godzin dla szczeniaka to straszne ale pewnie sie przyzwyczai... jednakze nie powinnas wracac wtedy gdy placze.
 
 
 
niteczka 


Wiek: 37
Posty: 24
Skąd: Łódź/Warszawa
Wysłany: 2006-10-03, 09:57   

poczytałam podobne wątki i zapożyczyłam kilka metod złagodzenia strsu :) ale nikt z was nie pochwalił się ile czasu taki labek może płakać tydzień... dwa...??
 
 
 
domi 



Mój labrador: Frodo
Pomogła: 6 razy
Wiek: 37
Posty: 690
Skąd: Toruń
Wysłany: 2006-10-03, 10:07   

Dorota Nitecka zalezy od psa, moj nigdy nie plakal
bynajmnije jak wychodzilam a potem wracalam nic nie slyszalam pod drzwiami
 
 
 
steniu 
.........


Mój labrador: ...........
Pomógł: 15 razy
Posty: 2043
Skąd: .........
Wysłany: 2006-10-03, 10:11   

niteczka napisał/a:
ile czasu taki labek może płakać tydzień... dwa...??
znam takiego co płacze do tej pory a ma 2 lata :pada: i znam tez takiego laba co ma w nosie ze zostaje sam byle miec cos do niszczenia ( stare spodnie ,kurtka, jakies butelki plastikowe, snurki, piłki) mysle ze ile psow tyle przypadków roznych zachowan:)
 
 
Alina Kowalska 
dwunożna terrorystka



Mój labrador: Bolo
Wiek: 36
Posty: 90
Skąd: Pabianice/Łódź
Wysłany: 2006-10-03, 10:12   Re: jak długo małe labki lamentują...

niteczka napisał/a:
Chciałabym Was prosić o pomoc!!!

Jakiego czasu potrzebowały Wasze pociechy aby nie lamentować jak zostają same w domku?

To sprawa indywidualna.




niteczka napisał/a:
Od kilku dni ma radyjko włączone i zawsze kość lub prażone uszko do pogryzienia. Oczywiście zabawki w pełnym zakresie też.

Obawiam się że małe szczenie jest za małe na takie "smakołyki" jak kość czy ucho. Zabawki to też nie TY.

niteczka napisał/a:
Czy każda psina prędzej czy później się przywyknie? Czy może są takie maluchy które nigdy nie będą potrafiły zostać same?

Musisz ja tego nauczyć i pokazać że to nie taka "big deal". Zaczynasz od wyjścia z domu na pare minut, przed wyjściem nie zachecasz psa do siebie, po prostu szykujesz sie do wyjścia, nie robisz z tego wielkiego wydarzenia, po prostu wychodzisz. Nie wpadasz do domu zaraz jak pies zacznie piszczeć, bo nauczysz ją tego, że na jej piśnięcie TY będziesz przy niej. Minęło pare minut, wchodzisz i też nie robisz z tego jakiegos wydarzenia, nie zajmujesz sie psem tylko na spokojnie rozbierasz się, zdejmujesz buty etc. i dopiero potem witasz się z psem ale zwykłym głasnięciem po głowie... Z czasem kiedy będziesz widziała postępy czas zwiększasz. Musisz pokazać psu że Twoja nieobecność nie jest czymś strasznym i że wrócisz. Możesz też psa zaczać uczyć komendy "czekaj" tak by Cię nie atakowała radością przy wejsciu. 6h na początek to stanowczo za dużo, niestety musisz poświęcić ten czas psu i ze wszystkim zapoznać, samo się nie zrobi! To tak w skrócie ;)
Jesli chcesz mogę Ci polecić na PW fajne książki do przeczytania :lol:
 
 
 
Irmina D. 



Pomogła: 24 razy
Posty: 1488
Skąd: drzonkow
Wysłany: 2006-10-03, 11:07   Re: jak długo małe labki lamentują...

niteczka napisał/a:
Chciałabym Was prosić o pomoc!!!

Jakiego czasu potrzebowały Wasze pociechy aby nie lamentować jak zostają same w domku?

Wiem, że nie wszystkie maluchy rozpaczają jak muszą posiedzieć ok 6 godzinek same ale część z Was przeżywała pewnie wizyty życzliwych sąsiadów i słyszała piszczącego za drzwiami malucha.

Moja Bezka (jest z nami od zeszłej soboty) jest bardzo płaczliwa i wyjąca jak zostaje sama, a ja się tym martwię straszliwie :|
Od kilku dni ma radyjko włączone i zawsze kość lub prażone uszko do pogryzienia. Oczywiście zabawki w pełnym zakresie też.

Czy każda psina prędzej czy później się przywyknie? Czy może są takie maluchy które nigdy nie będą potrafiły zostać same?

Jest mi starsznie ciężko jak wracam do domu i słyszę jej rozpacz...

W zasadzie Labrador to pies latwo znoszacy zmiany, ale przy tym lubiacy towarzystwo.
ALE wydaje mi sie, ze czesto blad popelnia nadgorliwy hodowca, u ktorego szczenieta sa non stop z czlowiekiem - owszem kontakt z czlowiekiem jest bardzo wazny, ale na boga, nie mozna wychowywac szczeniat "pod kloszem". Znam hodowcow, ktorzy spedzaja ze szczeniakami 24 h na dobe, robiac im w ten sposob krzywde. I przysparzajac tym samym klopotow przyszlym wlascicielom. Oczywiscie nie mowie, ze nalezy przesadzic w druga strone, ale jeszcze raz umiar i umiar we wszystkim bylbny wskazany. Moze troche odbieglam od tematu, ale wlasnie zaczelo mnie to zastanawiac.. Nie mialam do tej pory sygnalow, zeby maluchy lamentowaly zostajac same w domu. MOze tez tak byc, ze macie jakas bardzo delikatna istotke i taka juz jej natura. Kwestia czasu.
i.
 
 
niteczka 


Wiek: 37
Posty: 24
Skąd: Łódź/Warszawa
Wysłany: 2006-10-03, 11:22   

Bezka miała przyjemność od urodzenia wychowywać się w towarzystwie sióstr i braciszków z dwóch miotów. Tak się ułożyło że dwie sunie w tym samym czasie miały małe więc gromadka była bardzo liczna :) A w hodowli domownicy byli bardzo kochający i poświęcający dużo uwagi maluchom więc może dlatego też teraz jest jej tak ciężko....
 
 
 
doduk 
Dorota



Mój labrador: Koka (Coca Amon Hen)
Pomogła: 4 razy
Wiek: 40
Posty: 516
Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-10-03, 12:33   

Moja Koka też płakała. Czasami dawał taki popis szczekania i lamentowania, że miałam prawie łzy w oczach... Chwilę to wszytsko trwało... pamiętam, jak z sercem w gardle wchodziłam po schodach i nasłuchiwałam, czy moja malutka istotka się drze, czy nie... A kiedy byłam poza domem denerwowałam się straszliwie, czy Koka płacze, czy nie.
Ale- to się skończyło.
Najważniejsze to- jak już napisał ktoś u góry, żeby przygotowywać ją stopniowo. Nie iwem, jak pracujesz i czy jest to możliwe, ale tydzień, dwa- wg mnie trzeba poświęcić na przyzwyczajanie. Myśmy na początku wychodzili z mieszkania na klatkę schodową, najpierw 2-3 minuty, 5 minut, potem dziesięć itd kilka razy dziennie.
Co bardzo ważne - nie należy wchodzić do domu, kiedy psina płacze, trzeba znaleźć moment, chciaż krótką chwilę ciszy i wtedy wchodzić. Zacznij takie próby, kiedy widzisz, że jest śpiąca, po spacerku, czy zabawie, kiedy "z natury " jest spokojniejsza.
W książkach też przeczytałam, żeby nnie witać się z nią wylewnie, a już w żadnym wypadku nie żegnać- psy się podobno nie żegnają, tylko witają, więc jak okazujesz mu coiś, co odbiera jako powitanie przed wyjściem, to piesek zacznie płakać jeszcze bardziej.
Zostaw Bezie na te chwile rozłąki jakąś fajną zabawkę, coś co lubi.
Jak piszesz- Beza jest z wami od soboty- na razie jest przerażone pewnie wszytskim - nowe miejsce, nie wiadomo, czy pani, która wyszłą, wróci.... to zrozumiałe. Niedługo nauczy się, że pani wróci. A jeśli przed wychodzeniem dostanie od Ciebie jakiegoś fajnego smakołyka, to na pewno będzie łatwiej.
Spróbuj się nie przejmować - to prawdopodobnie minie. Choć nie od razu.
Co do sąsiadów- ja po prostu poszłam do moich sąsiadów, powiedziałam, że mam szczeniaka, którego uczę zostawać samego w domu i na razie płacze. Poprosiłam, żeby ewentualnie zwracali mi uwagę, jak już wytrzymać nie mogą, a przed pierwszym zostawieniem Koki w domu wieczoram, kiedy wyszliśmy do znajomych nawet im zostawiłam numer tel., mając na uwadze, że wyjący piesek w nocy... może napytać mi wrogów w bloku. Spojrzeli więc na nas przychylnym okiem i nie było ani jednej interwencji, choć Koka pewnie płakała...
Wg mnie dla takich właśnie bardzo bojących się samotności psów dobrym rozwiązaniem bywa też często kennel-klatka - wiem, że pewnie większości właścicieli to nie mieście się w głowie. powiem szczerze, że sama na początku myślałam, że to straszne zamykać psa w klatce... do momentu, kiedy nie dowiedziałam się więcej na temat treningu klatkowego, który oswaja psa z klatką, nie porozmawiałam z behawiorystami, którzy wyjaśnili mi dlaczego pies w małych przestrrzeniach się uspokaja... a wreszcie nie zobaczyłam swojego psa, który klatkę traktuje, jak swój domek i kładzie się tam sama spać, np. w nocy (mimo, że nikt jej nie każe, drzwiczki są otwarte) oraz szuka tam schronienia, kiedy dostanie np. jakiś super fajny smakołyk- żeby jej przypadkiem ktoś go nie zabrał - ucieka z nim do klatki. No i zdaje mi się, że to klatka (którą my nazywamy domkiem ) zlikwidowała problem płakania u Koki. Ale rozumiem, że nie każdy ejst się w stanie do tego przekonać.
Ale najważniejsze, to stopniowo przyzwyczajać, nie wchodzić, broń boże , kiedy piszczy (to może piszczenie wzmocnić), kupić SOBIE melisę na uspokojenie i mieć cierpliwość, bo to nie zniknie od razu.
Trzyamm kciuki i mam nadzieję, ża dodałam Ci otuchy, bo sama pamiętam te nerwy...
:pa:
 
 
niteczka 


Wiek: 37
Posty: 24
Skąd: Łódź/Warszawa
Wysłany: 2006-10-03, 12:58   

Dziękuję DODUK za słowa otuchy:)

Mam nadzieję, że jakoś sobie poradzimy. Najgorzej jest nie wchodzić jak piszczy.... choć ostatnio odsłuchalam dyktafon i zauważyłam że te jej sesje trwają kilka minut, a potem przez chwlę jest cisza.
Dziś jak będzie ją słychać na piętrze pójdę sobie jeszcze do slkepu i za 5 minutek wrócę to może trafię na chwilkę ciszy:/

Pozdrawiam
 
 
 
doduk 
Dorota



Mój labrador: Koka (Coca Amon Hen)
Pomogła: 4 razy
Wiek: 40
Posty: 516
Skąd: Kraków
Wysłany: 2006-10-03, 13:03   

Popatrz- nie tylko imiona mamy takie same ;)
Ja też zostawiałam dyktafon, żeby nagrywać moją małą piszczałkę !!! :)
Kilka minut płakania - to nie dużo - nic się nie martw, bedzie dobrze!
Pozdrawiamy!
:pa:
 
 
Irmina D. 



Pomogła: 24 razy
Posty: 1488
Skąd: drzonkow
Wysłany: 2006-10-03, 13:43   

niteczka napisał/a:
Bezka miała przyjemność od urodzenia wychowywać się w towarzystwie sióstr i braciszków z dwóch miotów. Tak się ułożyło że dwie sunie w tym samym czasie miały małe więc gromadka była bardzo liczna :) A w hodowli domownicy byli bardzo kochający i poświęcający dużo uwagi maluchom więc może dlatego też teraz jest jej tak ciężko....


ale w jednym miocie moze byc 10 szczeniat i to juz wystarczy :-) ja tez kocham swoje szczeniaki, a ktozby ich nie kochal, ale nie spedzam z nimi 24 godzin na dobe, co nie oznacza ze nie poswiecam im duzo uwagi i czasu.
aczkolwiek to wszystko, o czym mowisz moglo miec wplyw na zachowanie malej.
i.
 
 
beluszka 


Pomogła: 55 razy
Posty: 2638
Skąd: Polska
Wysłany: 2006-10-04, 07:26   

Mam nadzieję, że wychodząc z domu nie żegnasz się z nią zbyt wylewnie ??

U nas spreawdził się kilkakrotnie pomysł z pozostawieniem szczeniaka w zaciemnionym pomieszczeniu, np. w klatce zakrytej w 3/4 kocem, czy pokoju z zasłoniętymi oknami.
Zawsze się sprawdzało...
Może dogadaj się z kimś z sąsiadów, żeby przychodził do szczeniaka co 2 godziny... chociaż osobiście wydaje mi się, że takie przychodzenie i zostawianie znowu samego to nie metoda, ale kto wie, może poskutkuje ??
 
 
niunia 
niunia



Mój labrador: Amper
Wiek: 34
Posty: 179
Skąd: Siedlce
Wysłany: 2006-10-04, 10:45   

Amper od poczatku zostawal sam w domu i nie bylo z nim prolemu zadnego piszczenia wycia itp.Zasze jak wracam to on sobie smacznie spi i jest mu obojetne czy zostal sam.Przed wyjsciem oczywiscie spacer, zostawiam mu zabawki a on i tak woli swoje lozeczko.

Wczesniej mialam jamniczke ktora od samego poczatku skowyla w nieboglosy.Nic nie pomagalo wlaczone radio ,zabawki. Niestety jamniczka odeszla od nas kilka lat temu miala raka sutkow. :cry:
 
 
 
aniab 
Ania



Mój labrador: hodowla Apportatum
Pomogła: 17 razy
Wiek: 50
Posty: 2946
Skąd: lublin
Wysłany: 2006-10-04, 11:10   

niunia napisał/a:
Amper od poczatku zostawal sam w domu i nie bylo z nim prolemu zadnego piszczenia wycia itp.Zasze jak wracam to on sobie smacznie spi i jest mu obojetne czy zostal sam.Przed wyjsciem oczywiscie spacer

U nas było tak samo Oskar spał i tylko podnosił głowę ok.jesteście już ,nawet nie cieszył się że wróciliśmy .
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Napisz do nas · Statystyki · Reklama

Kontakt z Labradory.info: poczta elektroniczna.
© 2004-2010 Labradory.info Wszelkie prawa zastrzeżone.


REKLAMA