Forum Album Sklep
FAQFAQ  Mapa GoogleMapa Google  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ProfilProfil
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Smaczaki - przysmaki dla psa Pomagam.pl - Pomagamy w potrzebie Zwierzakowo - Internetowy Sklep Zoologiczny Labradory - na dobre stawy

Poprzedni temat «» Następny temat
Skorzystanie z pomocy szkoleniowca/behawiorysty - porażka ?
Autor Wiadomość
Niteczka95 
Krzysztof



Mój labrador: Jenny
Wiek: 22
Posty: 327
Skąd: Wlkp k/Poznania
  Wysłany: 2013-11-20, 21:00   Skorzystanie z pomocy szkoleniowca/behawiorysty - porażka ?

Witam, mam problem z moją labradorką i problem mojej "natury moralnej".
Moja sunia jutro skończy 5 miesięcy, wiem że uratuje mnie tylko cierpliwość, cierpliwość i jeszcze raz cierpliwość... to jeszcze psie dziecko i musi jej to przejść, ale wnerwia mnie fakt ogólnego roztrzepania Jenny.
Obecnie uczę ją zachowania na spacerze czyli równaj, bo powinna iść przy lewej nodze (smycz trzymam w lewej ręce, bo w prawej zawsze mam kulę).
Martwi mnie tylko fakt, że Jenny gdy wypowiadam komendę spokojnie nie wykonuje jej, czasami trzeba powtórzyć kilka razy, a nawet na końcu dodać takie dokładające nacisk "MÓWIĘ" np. "Jenny siad..., Jenny siad... no Jenny siad mówię!" natomiast gdy trochę podniosę głos, czasami wręcz aż do krzyku, bo jest naprawdę nieusłuchana przynosi to odwrotny skutek, a przy okazji ludzie patrzą się na mnie jak na idiotę :|
Wszyscy powtarzają mi, nawet Hodowca, że do psa trzeba mówić stanowczym głosem i krótko precyzować co od niego oczekujemy, a nie np. Kochanie, siad! :razz: ale ja tak nie umiem, co prawda nie mówię tak jak w przytoczonym przykładzie, ale inaczej nie umiem, choć czasem puszczają mi nerwy.
Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, że Jenny już wypróbowała "aha, mój Pan jest delikatny, nie da mi zrobić krzywdy (nie pozwolę nawet na nią krzyknąć przez nie raz w domu są kłótnie), tylko trzeba nim odpowiednio manipulować" :razz: i już mnie zdominowała... wiem śmieszne to brzmi, ale chyba tak jest. :confused:
Jenny "specjalnością" jest głuchota na moje słowa, gdy wydaję np. komendę DO KLATKI to sunia idzie, ale z taką niepewnością, tak jakby niedowierzała, że w danym momencie ma zrobić to, a nie co innego, jakby czekała, że zmienię zdanie i np. przywołam ją do siebie i tak jest z każdą komendą :co?:
Czasami to trzeba powtórzyć daną komendę z 5 lub więcej razy, np. gdy jest koło i wtedy nie wierzę, żeby np. niedosłyszała, bo jeśli już to może się to zdarzyć ewentualnie 1.
Gdy powiem za cicho - ignoruje, gdy powiem głośno - czasami się boi, czasami zareaguje, a czasami wręcz przeciwnie. Zaczynam się martwić, co mam robić? :(

Martwi i nie daje mi spokoju tak już mówiłem, problem "natury moralnej", że po prostu nie mogę sobie poradzić z własnym psem.
To jest mój upragniony, wymarzony pies, mój "pierwszy" taki pies, (choć mam jeszcze w domu 12letniego mieszańca boksera, ale nie traktuje go jako "mojego" psa i on chyba... ponieważ z powodu mojej niepełnosprawności + bardzo młodego wieku, bo miałem wtedy około 5-6 lat i jeszcze NIE CHODZIŁEM, nie mogłem się nim zajmować o chodzeniu na spacery nie było mowy, dlatego nie mogła wykształcić się między nami więź przyjaźni ludzko-psiej, tak jak w przypadku Jenny), ale czasami to już mi nerwy nie wytrzymują i zdarzy się wtedy że ją tak mocniej pacnę, osobiście uważam to za mój błąd, porażkę wychowawczą i nieradzenie sobie z własnym ukochanym psem.
Na przykład ostatnio porwała mi końcówkę od kuli, goniłem ją po całym ogrodzie aż w końcu złapałem i oberwała ode mnie, ale nie ważny jest przykład. Chodzi o to, że czasami gdy tak się stanie po sprawie już wszystko przemyślę, wtedy rozmyślam, co zrobiłem nie tak, dlaczego tak postąpiłem, czasami też w akcie bezradności, świadomości odniesionej porażki płaczę (tak wiem dziwne, ale tak jest :cry: ) Czasami jestem nie tyle zły na nią, ale jest mi przykro, że ona mnie nie słucha, że ja ją tak uwielbiam, tak kocham, a ona mi to robi i wtedy właśnie przychodzą takie momenty. Wiem, cała ta sytuacja jest ostro porypana, bo co walnie psa albo gdy go po prostu nie słucha to ryczy z powodu bezsilności, bo to jest mój upragniony, wymarzony pies... :co?:
Chciałem skorzystać z czyjeś pomocy, bo wiem że sam nie dam rady, co ze mnie za właściciel, ale cóż... :co?:
Skorzystanie z pomocy szkoleniowca czy behawiorysty, chodzenie na szkolenie z psem, bo to ja chce się z nią razem uczyć, poznawać ją, zawiązywać więzi, wydaje mi się totalną klapą, porażką na całej linii w wychowaniu psa.
Jak myślicie czy skorzystanie z pomocy specjalisty w wychowaniu psa, jest wstydem, ujmą, porażką?
Wiem, na prawdę jestem głupi (to mało powiedziane :razz: ), ale boje się, nie chce stracić mojego pieska, czy można coś jeszcze zrobić, nadrobić czy jest już za późno?
_________________
http://www.suwaczki.com/t...v738xs1iyzd.png
"Przeciętny pies jest przyjemniejszym człowiekiem od przeciętnego człowieka" - Andrew A. Rooney
 
 
Wena 
Agata



Mój labrador: Wena
Pomogła: 13 razy
Posty: 3383
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2013-11-20, 21:51   

za późno ?? ? człowieku przed wami całe życie (psie kilkanaście lat razem) - jak piszesz to jeszcze psie dziecko, nigdy na nic nie jest za późno, głowa do góry bierz się w garść i pracujcie razem
_________________
https://plus.google.com/u/0/117196589786833416926/photos
http://www.youtube.com/watch?v=MPLQb_AaE0g
http://www.youtube.com/watch?v=-J7jXrhXjB0
http://www.youtube.com/watch?v=5GBFZ2Qdvf8
http://www.youtube.com/watch?v=jaRhH_W9KZM
 
 
elka911 



Mój labrador: sara i nero (nie lab)
Pomogła: 10 razy
Posty: 920
Skąd: trójmiasto
Wysłany: 2013-11-20, 23:05   

Niteczka95, głowa do góry :) .
Żeby Cię pocieszyć, napiszę jak to było ze mną: praktycznie całe życie z psami w domu. To ja byłam tą, która je czegoś tam uczyła. I pomimo tego, że robiłam to intuicyjnie (bo to były czasy baaaardzo odległe - zero internetu, książki pełne metod typu "kij i marchewka"), coś tam mi się udawało. W końcu jako stara baba kupiłam sobie psa DLA SIEBIE - moją Sarę. Wcześniej skolekcjonowałam i obczytałam stosy ksiąg o pozytywnym szkoleniu i pełna zapału zaczęłam pracować z moim wymarzonym, jedynym, najinteligentniejszym na świecie psem. Pracowałam pół roku, rok, półtora.... Bywało śmiesznie, fantastycznie, tragicznie. Potem trafiłam na mądrego szkoleniowca, który podsumował moją pracę z Sarą tak, że prawie zapadłam się pod ziemię :idiot: . W końcu zobaczyłam ile rzeczy robię źle. Oj, ile spraw musiałam odkręcać :( Ale nie załamałam się, nie opuściłam rąk. Czy po kolejnych pięciu latach pracy mogę stwierdzić, że już wszystko ok? Nie, bo życie z psem to ciągła wzajemna nauka. Głównie my się uczymy - pokory, cierpliwości i podejścia z dystansem do samego siebie. A psiaki wybaczają nam nasze błędy i wciąż cieszą się z tego, że nam się jeszcze CHCE.
I jeszcze jedno. Przez ostatnie trzy dni tymczasowałam zabłąkanego 1,5 rocznego labradora. Brrrr, szczenior, którym rządzą jajka :x . Mimo, że w porównaniu z Sarą w takim wieku był wyjątkowo spokojny, to przed oczami stanęły mi moje ówczesne problemy i wychowawcze załamki. Ale patrząc na moją sunię dziś - widzę, jak długa drogę przebyłyśmy wspólnie. I wiesz co? BYŁO WARTO :tak:
Podsumowując: powodzenia i radości z wzajemnego bycia z sobą :) .
 
 
Niteczka95 
Krzysztof



Mój labrador: Jenny
Wiek: 22
Posty: 327
Skąd: Wlkp k/Poznania
Wysłany: 2013-11-20, 23:51   

Wena,
Wena napisał/a:
za późno ? człowieku przed wami całe życie

Zdaje sobie z tego sprawę, ale chodzi mi o to czy Jenny da się "skorygować"
Wena napisał/a:
nigdy na nic nie jest za późno, głowa do góry bierz się w garść i pracujcie razem

elka911 napisał/a:
Podsumowując: powodzenia i radości z wzajemnego bycia z sobą .

Dziękuję bardzo, wiem radość na pewno jest i jeszcze dużo jej będzie, bo to mój wymarzony pies :*
Cytat:
ale czasami to już mi nerwy nie wytrzymują i zdarzy się wtedy że ją tak mocniej pacnę, osobiście uważam to za mój błąd, porażkę wychowawczą i nieradzenie sobie z własnym ukochanym psem.
Na przykład ostatnio porwała mi końcówkę od kuli, goniłem ją po całym ogrodzie aż w końcu złapałem i oberwała ode mnie, ale nie ważny jest przykład. Chodzi o to, że czasami gdy tak się stanie po sprawie już wszystko przemyślę, wtedy rozmyślam, co zrobiłem nie tak, dlaczego tak postąpiłem, czasami też w akcie bezradności, świadomości odniesionej porażki płaczę (tak wiem dziwne, ale tak jest :cry: ) Czasami jestem nie tyle zły na nią, ale jest mi przykro, że ona mnie nie słucha, że ja ją tak uwielbiam, tak kocham, a ona mi to robi i wtedy właśnie przychodzą takie momenty. Wiem, cała ta sytuacja jest ostro porypana, bo co walnie psa albo gdy go po prostu nie słucha to ryczy z powodu bezsilności, bo to jest mój upragniony, wymarzony pies... :co?:

Mam problem z tym, że nieraz ode mnie dostanie, bo wchodzi mi na głowę, a później zastanawiam się po co, jak, dlaczego? :(
Najbardziej bolesne są momenty typu: "Dlaczego ona mnie nie słucha, przecież ja ją uwielbiam, krzywdy jej nie robię, a ona mnie nie słucha :cry: "
elka911 napisał/a:
Potem trafiłam na mądrego szkoleniowca, który podsumował moją pracę z Sarą tak, że prawie zapadłam się pod ziemię . W końcu zobaczyłam ile rzeczy robię źle. Oj, ile spraw musiałam odkręcać

No tak człowiek uczy się na błędach, ja pewnie też jeszcze nie jeden popełnię z moją sunią. Jeśli możesz to powiedz jak pomógł Wam ten szkoleniowiec? Dobrze się z nim pracowało, efekty są zauważalne do teraz? ;)
Wena napisał/a:
głowa do góry bierz się w garść i pracujcie razem

Cytat:
Chciałem skorzystać z czyjeś pomocy, bo wiem że sam nie dam rady

Czy zdarzyła się Wam taka sytuacja, kiedy Wasze psiaki musiały dostać "na dupę" - ja mam potem duże wyrzuty sumienia
Cytat:
goniłem ją po całym ogrodzie aż w końcu złapałem i oberwała ode mnie, ale nie ważny jest przykład. Chodzi o to, że czasami gdy tak się stanie po sprawie już wszystko przemyślę, wtedy rozmyślam, co zrobiłem nie tak, dlaczego tak postąpiłem, czasami też w akcie bezradności, świadomości odniesionej porażki płaczę (tak wiem dziwne, ale tak jest :cry: )

Oczywiście nie mówię tu o katowaniu, nieludzkim traktowaniu i kopaniu psa, ale czasem taki "klaps" - przez co ja i tak mam wyrzuty :(
Już taki mam charakter i sunia to chyba wykorzystuje:
Cytat:
Wydaje mi się, że problem tkwi w tym, że Jenny już wypróbowała "aha, mój Pan jest delikatny, nie da mi zrobić krzywdy (nie pozwolę nawet na nią krzyknąć przez nie raz w domu są kłótnie), tylko trzeba nim odpowiednio manipulować" :razz: i już mnie zdominowała...
_________________
http://www.suwaczki.com/t...v738xs1iyzd.png
"Przeciętny pies jest przyjemniejszym człowiekiem od przeciętnego człowieka" - Andrew A. Rooney
 
 
elka911 



Mój labrador: sara i nero (nie lab)
Pomogła: 10 razy
Posty: 920
Skąd: trójmiasto
Wysłany: 2013-11-21, 01:27   

Niteczka95 napisał/a:
powiedz jak pomógł Wam ten szkoleniowiec? Dobrze się z nim pracowało, efekty są zauważalne do teraz?

W kilka minut pokazał mi co potrafi zrobić moja suka, jeśli pracuje z człowiekiem kompetentnym. Naszą bolączką było to co u Was - suka wciąż mi się rozpraszała: ja wydawałam komendy, które już znała, a ona albo je wykonywała, albo wąchała kwiatki :niepowiem: . Pokazał mi, że wiele zależy od mojej wiary w sukces, pewności siebie. Że pozytywne szkolenie to nie przekupywanie psa kilogramami smaczków, ale pozytywna energia przewodnika, który potrafi zainteresować sobą psiaka. Oczywiście nagrody też były, ale wydawane mądrzej.
Pracowało się z nim super, bo oczekiwałam od niego konkretów, pokazania na żywo tego, co wiedziałam z książek. Niestety, to był jedynie dwutygodniowy obóz szkoleniowy. Ale dał mi takiego "powera", że potem siłą rozpędu poszłyśmy na dwumiesięczny kurs posłuszeństwa. Już u innej osoby, ale o podobnym podejściu i charakterze.
Czy efekty są zauważalne do dziś? Tak, obie nadal lubimy uczyć się nowych rzeczy :razz: . Sara uwielbia, kiedy ją poproszę o jakąś dawno opanowaną rzecz - nie oczekuje wtedy smaczków, cieszy się z tego, że znowu razem pracujemy. I wciąż jej tego mało... To jest dla mnie najważniejszym efektem. A że przy okazji od znajomych słyszę, że moje psy są posłuszne - to efekt uboczny.
A co do wysiadających nerwów i braku cierpliwości. Zdarzyło mi się raz strzelić klapsa smarkatej wariatce wirującej na smyczy podczas spaceru :zawstydzony: . Ale reakcja panny sprawiła, że nigdy więcej tego nie zrobiłam.... Sunia tak była tym zaskoczona, że "wyłączyła się", przestała reagować na cokolwiek. Musiała minąć dobra chwila, zanim doszła do siebie i mogłyśmy wrócić do domu. Od tego czasu, kiedy wiedziałam, że jeśli JA mam kiepski dzień, to nie pracujemy, nie szkolimy się - bo i tak nic z tego nie wyniknie.
Czas, cierpliwość, konsekwencja. I pomysłowość, bo jeśli pies nie robi tego, o co go proszę, to znaczy, że trzeba wymyślić inny sposób. A jeśli i on nie działa, to jeszcze inny.
Kilka lat temu pokazywałam mojej uczennicy jak uczy się warowania. Jej pies miał w nosie "książkowe" triki. Zawarował dopiero wtedy, kiedy padłam przed nim plackiem na środku klasy. Widok był niezły :lol: , ale efekt zamierzony został osiągnięty. Bokser- filozof załapał i po kilku dniach wykonywał komendę bezbłędnie. A uczniowie (dziś absolwenci), którzy wtedy byli świadkami mojego "upadku autorytetu" do tej pory przy każdej okazji zdają mi relacje z życia swoich psów.
 
 
Gocham 



Mój labrador: Hasta [*], Hana, Fleur, Hessi
Pomogła: 10 razy
Posty: 3522
Skąd: Gdynia
Wysłany: 2013-11-21, 12:25   

;) elka911, fajnie napisane, dzięki ;)
 
 
Niteczka95 
Krzysztof



Mój labrador: Jenny
Wiek: 22
Posty: 327
Skąd: Wlkp k/Poznania
Wysłany: 2013-11-21, 20:27   

elka911,
elka911 napisał/a:
W kilka minut pokazał mi co potrafi zrobić moja suka, jeśli pracuje z człowiekiem kompetentnym.

Oczekuje właśnie tego samego, od mojego szkoleniowca.
elka911 napisał/a:
A co do wysiadających nerwów i braku cierpliwości. Zdarzyło mi się raz strzelić klapsa smarkatej wariatce wirującej na smyczy podczas spaceru . Ale reakcja panny sprawiła, że nigdy więcej tego nie zrobiłam.... Sunia tak była tym zaskoczona, że "wyłączyła się", przestała reagować na cokolwiek. Musiała minąć dobra chwila, zanim doszła do siebie i mogłyśmy wrócić do domu.

No tak każdemu czasem wysiądą nerwy, tym bardziej, że psa można kochać, ale pokazać mu kto jest Panem w tym "stadzie" :D i nie można mu na wszystko pozwalać, musi czuć respekt Wiele razy to słyszę od rodziny i nie tylko, ale Krzysiu [czyli ja] tak nie umie i chyba tak jak już pisałem - sunia to czuje i wykorzystuje. :confused:
No gdy dałem mojej Jenny klapsa to potem miałem straszne wyrzuty sumienia, tak już o tym pisałem :cry:
Czasami trzeba ją też odegnać od "staruszka" wcześniej wspomnianym 12letnim bokserze, bo nie daje sobie rady, kiedy zacznie go "molestować" :razz:
elka911 napisał/a:
Sunia tak była tym zaskoczona, że "wyłączyła się", przestała reagować na cokolwiek. Musiała minąć dobra chwila, zanim doszła do siebie i mogłyśmy wrócić do domu.

Gdzie tam, Jenny jeszcze bardziej się nakręca, a gdy Dżeki [bokser] jej się odszczeknie -ew. odgryzie, ale rzadko to robi, bo to nadzwyczajnie łagodny pies to już całkiem włącza się młyn. Czytałem w poradnikach, że gdy pies warczy na drugiego lub coś żeby je zostawić i ich "psie sprawy", chyba żeby zaczęło robić się ostro to wtedy wkraczamy.
elka911 napisał/a:
Pracowało się z nim super, bo oczekiwałam od niego konkretów, pokazania na żywo tego, co wiedziałam z książek. Niestety, to był jedynie dwutygodniowy obóz szkoleniowy. Ale dał mi takiego "powera", że potem siłą rozpędu poszłyśmy na dwumiesięczny kurs posłuszeństwa.

Narobiłaś mi chęci i chyba się zdecyduję, jeśli tylko będę miał trochę więcej kasy na początku grudnia, to ostro zaczynamy! Dzwoniłem już nawet wczoraj do tego Pana, wstępnie rozmawialiśmy muszę tylko jeszcze spytać czy podejmie się pracy z psem i jego niepełnosprawnym właścicielem, ale myślę że nie będzie problemu ;)
elka911 napisał/a:
Zawarował dopiero wtedy, kiedy padłam przed nim plackiem na środku klasy. Widok był niezły , ale efekt zamierzony został osiągnięty.

Dzięki za opis całej sytuacji, to rozbawiło mnie do łez :lol: no, ale jak to mówią "cel uświęca środki" :D Dzięki za pomoc, zrozumienie i rozwianie niejasności :)
_________________
http://www.suwaczki.com/t...v738xs1iyzd.png
"Przeciętny pies jest przyjemniejszym człowiekiem od przeciętnego człowieka" - Andrew A. Rooney
 
 
elka911 



Mój labrador: sara i nero (nie lab)
Pomogła: 10 razy
Posty: 920
Skąd: trójmiasto
Wysłany: 2013-11-21, 22:55   

Niteczka95 napisał/a:
psa można kochać, ale pokazać mu kto jest Panem w tym "stadzie" :D i nie można mu na wszystko pozwalać, musi czuć respekt

ja tam wolę mówić "przewodnik" a nie "Pan", no, ale to już kwestia nazewnictwa ;) . Tyle, że pokazać to można właśnie poprzez jasne stawianie granic i wymagań bez tych "klapsów". Bo dla mnie to jest przyznanie się do braku własnych umiejętności i wyraz bezradności wobec danej sytuacji. Po to jesteśmy mądrzejsi od psów, żeby obejść się bez takich metod.
Na mnie też rodzina patrzyła jak na kosmitę, kiedy ogłosiłam, że zakazuję wszelkich krzyków i rękoczynów wobec Sary. Po pewnym czasie sami zaczęli stosować moje metody, bo zobaczyli, ze są o wiele skuteczniejsze.
Jeśli masz możliwość iść z małą na szkolenie, to skorzystaj z tego. Tylko najpierw obejrzyj szkoleniowca w działaniu. Bo są różni - nie tylko jeśli chodzi o stosowane metody, ale także osobowości. Ja kiedyś zrezygnowałam z udziału w zajęciach, bo po jednym spotkaniu stwierdziłam, że to nie osoba dla mnie i Sary - po prostu nie "zaiskrzyło" i dałam sobie spokój :ups:
A teraz lekkie odejście od tematu....W Twoim poście przewinęło się magiczne słowo BOKSER. Czy dobrze zrozumiałam, że masz także boksera??? Jeśli tak, to witaj w klubie - moja Sara ma braciszka-boksera. Dogadują i uzupełniają się świetnie, mimo, że zamieszkali razem już jako dorosłe psy. A codzienna obserwacja ich wzajemnych relacji wiele mnie nauczyła...
 
 
Niteczka95 
Krzysztof



Mój labrador: Jenny
Wiek: 22
Posty: 327
Skąd: Wlkp k/Poznania
Wysłany: 2013-11-22, 16:28   

Dziś jeszcze raz rozmawiałem z Panem szkoleniowcem i powiedział, że moja niepełnosprawność nie jest przeszkodą, aby pracował ze mną i z Jenny - wolałem spytać, bo mógłby się nie podjąć współpracy, różnie to bywa. :|
Chciałem zacząć to szkolenie na początku grudnia gdy będę miał większą gotówkę w zanadrzu, ale Pan powiedział, że może podjechać do mnie jutro i omówić szczegóły ;)
W sumie już jestem zdecydowany, ale dalej nie wiem czy to dobry pomysł, aczkolwiek wiem, że sam sobie nie poradzę...
elka911 napisał/a:
W Twoim poście przewinęło się magiczne słowo BOKSER. Czy dobrze zrozumiałam, że masz także boksera??? Jeśli tak, to witaj w klubie - moja Sara ma braciszka-boksera.

Tak, w sumie to mieszaniec w typie boksera - 12letni Dżeki, powyże a z dogadywaniem się bywa różnie haha :razz:
_________________
http://www.suwaczki.com/t...v738xs1iyzd.png
"Przeciętny pies jest przyjemniejszym człowiekiem od przeciętnego człowieka" - Andrew A. Rooney
 
 
elka911 



Mój labrador: sara i nero (nie lab)
Pomogła: 10 razy
Posty: 920
Skąd: trójmiasto
Wysłany: 2013-11-22, 21:04   

Szkolenie pod okiem doświadczonej osoby to zdecydowanie DOBRY pomysł :tak: . Wizja kolejnych zajęć bardzo mobilizuje do pracy z psem, bo przecież trzeba pokazać efekty ;) .
A co do relacji ze starszym psem - masz rację, nie wtrącaj się, starszy pan w końcu utemperuje smarkulę. Ja bym tylko czasami w takich bardziej nerwowych sytuacjach odwracała uwagę suni i proponowała jej zabawę z człowiekiem, w końcu jest młodziutka i rozpiera ją energia.
Wygłaskaj od nas Dżekiego, trzymam za Was kciuki i chętnie poczytam o Waszych osiągnięciach.
 
 
Niteczka95 
Krzysztof



Mój labrador: Jenny
Wiek: 22
Posty: 327
Skąd: Wlkp k/Poznania
Wysłany: 2013-11-23, 00:11   

elka911,
Dziękuję, za rozwianie wszystkich wątpliwości. Na pewno będziemy zdawać relacje zdawać relację krok po kroku. :)

[ Dodano: 2013-11-24, 23:50 ]
Witam :D
Cytat:
Pan powiedział, że może podjechać do mnie jutro i omówić szczegóły ;)

w sobotę dzwonił do mnie szkoleniowiec i przepraszał, że nie mógł do mnie przyjechać, ponieważ mu coś wypadło.
Szkolenie chciałem zacząć w grudniu, tak jak wspominałem, wtedy będę miał wystarczającą ilość gotówki ;) ale Pan powiedział, że trzeba zacząć pracę z psem i korzystać z miarę dobrej pogody jaką jeszcze mamy i z tego że jest jeszcze "w miarę" jasno na zewnątrz, powiedział że pieniądze na razie nie grają aż tak ważnej roli, zawsze można się jakoś dogadać i umówił się ze mną na wtorek na 16., ponieważ w poniedziałek kończę późno szkołę, pójdę i zobaczę jak to będzie, tym bardziej, że mieszka on w mojej miejscowości więc niema problemu. We wtorek napiszemy jak pierwsze spotkanie ;)
_________________
http://www.suwaczki.com/t...v738xs1iyzd.png
"Przeciętny pies jest przyjemniejszym człowiekiem od przeciętnego człowieka" - Andrew A. Rooney
 
 
cc704 
Barbara


Mój labrador: Figa [CZARNA], Barbi[chodsky pes]
Pomogła: 16 razy
Posty: 1808
Skąd: galicja
Wysłany: 2013-11-25, 22:17   

Fajnie, że zdecydowałeś się skorzystać z pomocy fachowca, to żadna ujma ani klęska zapukać do kogoś, kto uświadomi Ci wiele spraw i pomoże (mam nadzieje). Powodzenia :)
 
 
Niteczka95 
Krzysztof



Mój labrador: Jenny
Wiek: 22
Posty: 327
Skąd: Wlkp k/Poznania
Wysłany: 2013-12-01, 23:39   

Witam ponownie, chciałem poinformować, że w sobotę byłem na pierwszym spotkaniu szkoleniowym, piszę dopiero teraz, ponieważ wcześniej parę innych spraw zwaliło mi się na głowę.
A więc Pan szkoleniowiec powiedział, że pierwsze spotkania są po to by mógł on poznać psa i na kierunkować by pies wiedział, co i jak ponieważ jak wiadomo mam trochę inną sytuację niż inni ludzie, ponieważ jestem osobą niepełnosprawną.
Pan przejął ode mnie psa i kazał mi iść za sobą, gdy dotarliśmy już na taki wielki plac-łąkę, przepiął Jenny na taką 10 metrową linkę, mała sobie biegała, a my rozmawialiśmy o tym jak się sunia zachowuje, jakie są moje ograniczenia i możliwości pod względem fizycznym itp.
Potem przekazał mi kilka podstawowych zasad i informacji, których muszę przestrzegać, następnie z linki treningowej, ponownie przepiął ją na smycz i zaczął z nią chodzić.
I tak oto ujrzałem słodkiego, grzecznego, niewyrywającego się na smyczy "Aniołka" :wachluje: byłem oszołomiony korygowanie ze strony szkoleniowca było naprawdę minimalne.
Potem spróbowałem ja i jak na pierwszy raz było całkiem nieźle.
Pan twierdzi, że mój problem tkwi w asertywności i stanowczości wobec Jenny i gdy wydam komendę ona myśli sobie "Dlaczego niby mam to robić, przecież mnie nie zmusi :razz: " Trochę to przykre :(
Z resztą stanowczy ton głosu tego Pana, a mój to wielka przepaść :razz: tak jakby porównywać falset z basem hahahha rotfl
No, ale ogólnie Pan był pod wrażeniem, że to bardzo inteligentna i ładna sunia i jeszcze jest młoda i potrzebuje ukierunkowania, czego się od niej oczekuje.
Ja też byłem oszołomiony, tym jak zobaczyłem jak Jenny szła posłusznie na smyczy.
Zdaję sobie sprawę z tego, że jedno spotkanie jeszcze o niczym nie świadczy i jeszcze dużo, dużo pracy przed nami, ale mam nadzieję, że warto będzie zainwestować mój czas i kasiorkę i że to coś da, a jak na razie rokuje dobrze (odpukać! ;) ).
_________________
http://www.suwaczki.com/t...v738xs1iyzd.png
"Przeciętny pies jest przyjemniejszym człowiekiem od przeciętnego człowieka" - Andrew A. Rooney
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Napisz do nas · Statystyki · Reklama

Kontakt z Labradory.info: poczta elektroniczna.
© 2004-2010 Labradory.info Wszelkie prawa zastrzeżone.


REKLAMA