Forum Album Sklep
FAQFAQ  Mapa GoogleMapa Google  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ProfilProfil
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Smaczaki - przysmaki dla psa Pomagam.pl - Pomagamy w potrzebie Zwierzakowo - Internetowy Sklep Zoologiczny Labradory - na dobre stawy

Poprzedni temat «» Następny temat
Bajki dla małych i dużych
Autor Wiadomość
Gocha2606 



Posty: 433
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-09-26, 21:00   Bajki dla małych i dużych

Niecnie podpuszczona przez Enzo zdecydowałam się ujawnić Wam odrobinkę moich baśni. Tytułem wstępu - to bohater mojej opowieści, znany Wam Tango:



Cała historia zaczęła się dawno, dawno temu, za górami, za lasami, kiedy Tango był jeszcze szkolony na psa asista, a jego opiekunem i przewodnikiem po życiu był Drozda.
Drozda na blogu wstawił zdjęcie Tango z kolorowym kółkiem i zadał zagadkę : dlaczego podpis brzmi " gdzie jest wschód a gdzie północ?"
Oczywiście nie wiedziałam, wyobraźnia mnie poniosła, skrobnęłam kilka zdań, wygrałam główną nagrodę i tak zaczęła się nasza znajomość i wspólne pisanie.
Potem Drozda opisywał swoje przygody z Tango na blogu, a kiedy działo się coś godnego uwiecznienia, ja przekładałam to na język literacki i tak powstawały kolejne części baśni.

Dziś dwa pierwsze rozdziały tego, co razem stworzyliśmy.

Znacie?
Nie znacie?
To posłuchajcie....

Rozdział I

Tango

Nie tak bardzo dawno temu, w pewnym kraju pomiędzy morzem a górami, przyszła na świat mała, włochata kuleczka, zakończona z jednej strony mokrym, zimnym noskiem, a z drugiej ruchliwym ogonkiem.
Ponieważ była czarna jak oczy latynoskiego kochanka, człowiek dał jej ma imię "Tango".
Tango dorastał, otoczony opieką i miłością człowieka, na którego wołano "Drozda". Drozda uczył Tango, co jest w życiu dobre a co złe, co trzeba kochać, a czego należy unikać i że zawsze trzeba trzymać się blisko swojego człowieka. Tango - jak każde dorastające stworzenie, zaczął jednak zadawać pytania o porządek świata....
Pewnego dnia, leżąc koło Drozdy i patrząc mu głęboko w oczy, Tango zapytał :
- A dlaczego mam zawsze być blisko Ciebie? Dlaczego nie pozwolisz mi samemu poznać więcej świata, sprawdzić, gdzie jest wschód a gdzie jest północ? I co tam właściwie jest?
Drozda podrapał się w brodę, potem podrapał w brodę Tango i rzekł:
- Widzisz, mały, świat jest piękny ale i okrutny. Jeżeli jeszcze nie będziesz gotowy, żeby sam go poznawać, może stać Ci się krzywda. Nie wszyscy ludzie są dobrzy i nie wszystkim można zaufać.
- Drozdo, ale co jest na wschodzie?
- Na wschodzie, mój mały przyjacielu, jest kraina baśni z 1000 i jednej nocy. Kiedy tam trafisz, spotkasz Szeherezadę, która zmieni Cię w postać z jednej z bajek. I zapomnisz, że czeka tu na Ciebie ktoś, kto Cię kocha - powiedział Drozda, ocierając ukradkiem łzę z policzka.
-Aha... - sapnął Tango. Po chwili jednak zmarszczył swój wilgotny nosek i zapytał - Drozdo, a co jest na północy?
- Na północy, mój mały przyjacielu, jest kraina lodu i śniegu. Kiedy tam trafisz, spotkasz Złą Królową Śniegu, która włoży Ci do oczka okruch lodu, a wtedy Twoje małe psie serduszko zamarznie. I zapomnisz, że czeka tu na Ciebie ktoś, kto Cię kocha....
- Aha... - sapnął Tango, a jego małe, czarne oczka zamgliły się od niespodziewanych łez. Tango nie wiedział, co to za dziwne uczucie i że właśnie odkrył w sobie miłość do Drozdy, ale postanowił, że nigdy-przenigdy nie będzie już sam próbował dowiedzieć się, gdzie jest wschód a gdzie północ .


Rozdział II

Tango i dziwne pytania

Tego ranka Tango obudził się z wrażeniem, że coś jest nie tak.
Ziewnął, przeciągnął się, otrzepał futerko. Potem jeszcze raz ziewnął i otrzepał futerko. Wrażenie jednak pozostało. "No nic, trzeba obudzić Drozdę, on będzie wiedział, co jest nie tak" - pomyślał i jak pomyślał tak zrobił.
A kiedy jego zimny i wilgotny nosek dotknął ciepłego i szorstkiego policzka Drozdy, Tango już wiedział, o co powinien zapytać.
- Drozdo, skoro ja mam cztery łapy, to czy świat też nie ma ich czterech ? Czy poza wschodem i północą są jeszcze inne łapy świata?
Drozda ziewnął, przeciągnął się, podrapał się w brodę, a potem podrapał w brodę Tango i rzekł :
- Masz rację, mały, tak jak Ty masz cztery łapy, tak świat ma cztery strony. Poza wschodem i północą jest jeszcze południe i zachód. Ale taki mały piesek jak Ty nie może sam tam pójść, bo nie wszyscy są tam dobrzy i może stać Ci się krzywda.
- Och, Drozdo, a co jest na południu? - drążył temat niezrażony Tango.
- Na południu, mój mały przyjacielu, jest kraina słońca i piasku. Kiedy tam trafisz, spotkasz dżina, straszliwego ducha pustyni, który skradnie Twoją małą psią duszyczkę i uwięzi ją w butelce. I wtedy zapomnisz, że czeka tu nie Ciebie ktoś, kto Cię kocha - powiedział Drozda, przecierając oczy z resztek snu.
- Aha... - sapnął Tango i na chwilę zapadł w drzemkę. Śnił mu się jednak straszliwy dżin w butelce, więc po chwili się obudził, ziewnął, przeciągnął się, otrzepał futerko , liznął Drozdę w nieogolony policzek i zapytał :
- A na zachodzie? Co jest na zachodzie?
- Na zachodzie, mój mały przyjacielu, jest kraina Małej Syrenki. Ale niech Cię nie zwiedzie jej anielski śpiew - kiedy tam trafisz, syrena zwabi Cię swą muzyką a potem uwięzi na wieki w świecie niezwykłych dźwięków. I zapomnisz, że czeka tu na Ciebie ktoś, kto Cię kocha....
- Aha.... - sapnął Tango. Niewiele z tego wszystkiego zrozumiał, ale znowu poczuł to miłe uczucie wilgoci w oczach, a w dodatku takie dziwne, kolorowe motyle koło małego psiego serduszka. Tango nadal nie wiedział, że ta wilgoć w oczach i te motyle koło serca to miłość do Drozdy, ale postanowił, że nigdy - przenigdy nie będzie sam próbował dowiedzieć się, gdzie jest południe a gdzie zachód, ani co tam na niego czeka.


Rozdział III

Pierwsza próba

Minęło kilka tygodni... Świat nagle się zazielenił, słońce świeciło jakoś mocniej i cieplej, ptaki głośniej śpiewały- nadeszła pierwsza wiosna w życiu Tanga... Przez ten czas Tango, który z małej włochatej kuleczki niepostrzeżenie zmienił się w smukłego, czarnego młodzieńca, poznawał świat pod czujną opieką Drozdy. Pamiętał ich rozmowy o czterech łapach świata i o czyhających tam niebezpieczeństwach, dlatego zawsze starał się trzymać blisko Drozdy i nie odstępować go nawet na krok. Przy nim czuł się szczęśliwy i bezpieczny. Razem zwiedzali różne dziwnie pachnące miejsca i poznawali wiele ciekawych ludzi i innych niesamowitych stworzeń.
Pewnego dnia , gdy w trakcie spaceru nad rzeką zrobili sobie odpoczynek i siedzieli wtuleni w siebie na trawie, Drozda powiedział jednak coś, co zupełnie zaskoczyło Tango :
-Posłuchaj mały. Jesteś już dużym i grzecznym psem, a takie pieski czasami zostają na chwilę same. Dlatego chciałbym, żebyś tu został i poczekał na mnie.
-Ale Drozdo - Tango przeraził się nie na żarty - A Syrenka, a Szeherezada, a Zła Królowa, no i Gin z butelki? Jeśli Cię złapią i zamienią Twoje serce tak, że zapomnisz, że mały piesek tu na Ciebie czeka i Cię kocha?
-Nie bój się mały, ja jestem wielkim czarodziejem, większym niż oni wszyscy i nigdy o Tobie nie zapomnę.
-A jeśli mnie złapią? Oooo... O! Tam leży taka butelka, już widzę jak Gin wystawia z niej głowę - szepnął Tango, a ponieważ dziwnie zaschło mu w pyszczku, parę razy oblizał swoją czarną mordkę.
-Tango, nie bój się to tylko butelka po coca-coli, którą ktoś tu wyrzucił. Pamiętasz, jak pachnie coca-cola? - zapytał Drozda i podrapał Tanga za uszami.
-Oj, tak, słodziutko.... i robi takie co ssssyyyy i szczypie w nos - rozmarzył się Tango.
-No więc widzisz, nawet jeśli w tej butelce jest Gin, to jeżeli wyjdzie - uszczypnij go w nos - Drozda znowu podrapał Tanga za uszami, po czym wstał i niespiesznie oddalił się, znikając za wałem przeciwpowodziowym.
Tango w pierwszym odruchu też chciał wstać i pobiec za nim, jednak pomyślał: " Przecież Drozda nigdy mnie nie okłamał. Skoro obiecał, że zaraz wróci i nic się nie stanie - to tak na pewno będzie".
Leżał więc na trawce, od czasu do czasu oblizując mordkę, strzygąc uszkami i na wszelki wypadek rozglądając się czujnie. W pewnej chwili wydawało mu się, że z rzeki wynurzyła się Syrenka i zaczyna coś nucić pod nosem, miał nawet zamiar złapać ją i uszczypnąć w nos, już nawet zaczął się podnosić... Ale w tym momencie zobaczył, że wraca Drozda i zamiast łapać Syrenkę zerwał się na równe nogi , podbiegł do niego i z radości kilka razy owinął się wokół jego nóg, sam nie wiedząc, gdzie ma nosek a gdzie ogonek.
Drozda podrapał go za uszami i pod brodą, po czym rzekł :
-Jesteś bardzo grzecznym pieskiem, mały. Wspaniale sobie poradziłeś. I na drugi raz nie bój się zostawać sam, bo chociaż ja byłem daleko od Ciebie, cały czas widziałem, co robisz i nie pozwoliłbym, żeby stała Ci się jakaś krzywda.
Tango jeszcze raz zawinął się wokół nóg Drozdy, polizał jego rękę, popatrzył mu głęboko w oczy i pomyślał: " Ojejku-jej, jak ja kocham mojego ludzia.... Nie ma go przy mnie a jednak cały czas jest. To naprawdę największy czarodziej na świecie".


CDN już wkrótce... ;)
_________________
Gocha&Sasza
http://www.facebook.com/DogMastersTrekking
 
 
blunetka 
blunetka



Mój labrador: Bretania
Posty: 3275
Skąd: Zamość
Wysłany: 2010-09-26, 21:07   

Gocha2606, piękne :tak:
 
 
agazoom 


Posty: 7161
Skąd: ...
Ostrzeżeń:
 4/3/6
Wysłany: 2010-09-26, 21:18   

Gocha2606 napisał/a:
Niecnie podpuszczona przez Enzo

:tak: :razz:
Gocha2606, dziękuję za przyjemność czytania i czekam na dalszy ciąg :)
 
 
izatemka 
Iza


Posty: 7789
Skąd: Gliwice
Wysłany: 2010-09-26, 23:56   

Gocha2606 napisał/a:
Niecnie podpuszczona przez Enzo

No to taki nasz podpuszczacz jest ;)
Gocha2606 napisał/a:
CDN już wkrótce...

Również czekam z niecierpliwością :)
 
 
Gocha2606 



Posty: 433
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-09-27, 20:02   

;)
Dzięki, no to lecimy dalej w magiczny świat Tanga i Drozdy!
Dzisiejszy odcinek bajki powstał, kiedy Tangulec pierwszy raz "narozrabiał", a mianowicie korzystając z chwilowej nieobecności Drozdy wyżarł mu cukier z rodowej cukiernicy.
Jacek, jak to Jacek, podsumował, że to bajka o pewnym białym, uzależniającym i zakazanym proszku wciąganym w niektórych kręgach przez zwinięty banknot, ale stanowczo zaprzeczam takim insynuacjom :ups:

A więc....
Znacie?
Nie znacie?
To posłuchajcie:

Rozdział IV


Tango i Białe Kryształki

Tego ranka, korzystając z faktu, że Drozda jeszcze smacznie śpi, Tango postanowił zrobić coś zakazanego i absolutnie niestosownego. Właściwie, tak naprawdę to wcześniej tego nie planował, samo to do niego przyszło, to był impuls, któremu jednak nie mógł się oprzeć.
Te białe kryształki, błyszczące w świetle pierwszych promieni wschodzącego słońca były takie piękne i pachniały tak kusząco i słodko.... Światło przenikało przez szklaną kulę, w której były ukryte i delikatnie je ogrzewało powodując, że ten słodki zapach był wprost nie do zniesienia. Tango od dłuższego już czasu stał i patrzył na szklaną kulę, stojącą na stoliku, a kryształki wabiły go cichutko " chodź, poliż nas troszkę, skosztuj, jakie jesteśmy pyyyyszne i słodziutkie, jesteśmy lepsze niż coca-cola, nie szczypiemy o nosek... będzie ci się podobało...."
Tango kilka razy odwrócił wzrok, próbując znaleźć coś bardziej interesującego, ale jak na złość nawet mucha przestała się obijać o szybę balkonu i jakby zamarła, w oczekiwaniu na jego decyzję. Tango oblizał pyszczek i zastrzygł uszami.
"Drozda śpi - pomyślał - nigdy się nie dowie, jeżeli podejdę troszeczkę bliżej i tylko powącham" - po czym przysunął się do stolika i oparł pyszczek na blacie, z lubością wciągając w mokry nosek oszałamiający zapach magicznych kryształków. Stał tak chwilę odurzony, a kryształki szeptały " No, dalej, nikt nie widzi, skosztuj nas.... skosztuj...."
Sam nie wiedząc kiedy, Tango wysunął języczek, chciał tylko być bliżej nich, a one jakby na to czekały, przykleiły mu się do pyszczka i napełniły do błogą słodyczą !
"Widzisz, czujesz? Jesteśmy pyyyyszne, jesteśmy słodziutkie, jesteśmy najlepsze! Bierz nas, Drozda śpi i nigdy się nie dowie!" - krzyczały do niego z wnętrza pyszczka i ze szklanej kuli.
Mucha na oknie zabrzęczała i umilkła, jakby przeczuwając, że zaraz stanie się coś złego i nieodwracalnego.
"Och tak, na pewno się nie dowie, jeszcze tylko raz poliżę, nawet nie zauważy" - pomyślał Tango, po czym wystawił język i zagarnął wielką porcję słodyczy, która szybko napełniła go niewypowiedzianą wprost błogością. A potem jeszcze jedną porcję... i jeszcze jedną.... i jeszcze.... nie mógł przestać, a kryształki wciąż wabiły " no bierz, bierz, jedz nas, w końcu co tam Drozda, nawet jak cię złapie to co ci zrobi? To tylko głupi człowiek, bierz, jedz!!!"
"Jak to głupi człowiek?- Tango oprzytomniał i próbował wypluć garstkę kryształków, która przykleiła mu się do podniebienia. Już nie były takie smaczne i słodkie, teraz paliły go w języczek, chciał się ich jak najszybciej pozbyć, włożyć je z powrotem do szklanej kuli, żeby wszystko było tak, jak przedtem.
- Drozda nie jest głupim człowiekiem! Drozda jest najwspanialszym czarodziejem na świecie i nikt nigdy nie może o nim mówić źle! To wy jesteście głupie, bo chciałyście nas rozdzielić i ja jestem głupi, że się na to nabrałem! - krzyknął Tango, wypluwając resztki kryształków.
I kiedy tak pluł i charczał , próbując pozbyć się z pyszczka tej ohydnej słodyczy, nagle usłyszał za sobą znajomy głos:
- Tango, dlaczego wyżerasz cukier z cukiernicy? Czy nie mówiłem Ci, że to jest niezdrowe i że pieski nie jedzą cukru?
- Och! Przepraszam, przepraszam, już nigdy, przenigdy nie będę, te kryształki kłamały i mówiły o Tobie straszne rzeczy! - krzyknął Tango, rzucając się w stronę stojącego w drzwiach Drozdy. Z radości podskoczył i próbował polizać Drozdę po twarzy, a ogonek zaplątał mu się między łapkami - Skąd wiesz, co zrobiłem, przecież spałeś?
Drozda kucnął, przytulił Tanga, podrapał go za uszami i powiedział:
- Czy nie mówiłem Ci, że zawsze wiem, co robisz? Nawet, kiedy mnie nie ma i tak Cię obserwuję?
Tango jeszcze raz okręcił się wokół swojego ogonka, po czym pomyślał " No tak, miałem rację, Drozda to największy czarodziej na świecie!"

CDN....
_________________
Gocha&Sasza
http://www.facebook.com/DogMastersTrekking
 
 
Enzo 



Mój labrador: ENZO Lualaba i Pola (Betty Anpi Buffyland)
Posty: 12046
Skąd: Włocławek
Wysłany: 2010-09-27, 20:33   

Gocha2606 napisał/a:
zdecydowałam się ujawnić Wam odrobinkę moich baśni.

ślicznie dziekuję
_________________
Zwierzęta są w moim życiu ogromnie ważne. Dlatego po drodze mi z ludźmi, którzy mają podobnie.
Jednocześnie unikam oszołomów, deklarujących "miłość ponad życie" do czworonogów,
roztkliwiających się nad każdą kudłatą mordką - i ograniczających się wyłącznie do tego.
Barbara Borzymowska

 
 
Enzo 



Mój labrador: ENZO Lualaba i Pola (Betty Anpi Buffyland)
Posty: 12046
Skąd: Włocławek
Wysłany: 2010-09-27, 20:34   

Gocha2606 napisał/a:
zdecydowałam się ujawnić Wam odrobinkę moich baśni.

ślicznie dziękuje
_________________
Zwierzęta są w moim życiu ogromnie ważne. Dlatego po drodze mi z ludźmi, którzy mają podobnie.
Jednocześnie unikam oszołomów, deklarujących "miłość ponad życie" do czworonogów,
roztkliwiających się nad każdą kudłatą mordką - i ograniczających się wyłącznie do tego.
Barbara Borzymowska

 
 
koliberek 
Agnieszka



Mój labrador: Spike: Data urodzienia 11.06.2007
Wiek: 31
Posty: 2346
Skąd: Suwałki/Bedford
Wysłany: 2010-09-27, 20:57   

Rozmarzyłam się czytając tą baśń jest naprawdę piękna :tak: i chcę więcej :tak:
_________________

 
 
 
niesiul 
Aga i Luna



Mój labrador: Luna
Wiek: 29
Posty: 3002
Skąd: Radom
Wysłany: 2010-09-27, 21:14   

ja również z miłą chęcią przeczytałam na jednym wdechu wszystkie rozdziały - super! :tak:
_________________

 
 
 
Gocha2606 



Posty: 433
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-09-28, 20:26   

Nadszedł wieczór, więc chyba już czas na kolejną bajeczkę na dobranoc?

Dzisiejszy odcinek powstał, kiedy Tango narozrabiał po raz drugi, a mianowicie dobrał się do ulubionych sandałów Drozdy i popruł je na malutkie kawałeczki :jupi:
Jacek, który był moim pierwszym czytelnikiem i cenzorem, jak zwykle podsumował z właściwym sobie wyczuciem " ależ sado - maso!" ;)

Miłego czytania.

Znacie?
Nie znacie?
To posłuchajcie....

Rozdział V

Tango i Tańczące Sandały

Po upalnym dniu nadszedł wreszcie wieczór, przynosząc długo oczekiwane ochłodzenie. Delikatny wietrzyk roznosił wokół słodki zapach bzu, świerszcze poukrywane w trawie, wygrywały to swoje " bzit- bziiit", a ptaki żegnały odchodzący dzień, wyśpiewując wieczorne serenady.
Tango drzemał na tarasie, zmęczony upałem i całodzienną nauką. Od czasu do czasu strzygł jednym albo drugim uszkiem, gdy któryś świerszcz zbyt głośno zrobił "bzit-bziiit", czasem przebierał łapkami, goniąc niewidoczne ptaki...Kilka razy prawie się przebudził, przeciągnął, ziewnął, po czym dalej zapadał w błogi letarg. Świerszcze cykały, ptaki śpiewały, a leżące na tarasie sandały Drozdy stepowały.
"Hej, zatańcz z nami Tango, mały piesku!" - uśmiechnęły się sandały do Tanga.
Tango zdumiony zastrzygł uszkiem, oblizał pyszczek i pomyślał:
"Przecież to niemożliwe, sandały Drozdy nie tańczą!"
"Ależ tańczymy tango, tylko ludzie o tym nie wiedzą - roześmiały się sandały - Chodź, przyłącz się, będzie fajnie!"
"Ojej, ale ja nie umiem tańczyć .... nie wiem, co mam zrobić...."
"To proste tango, weź jednego z nas i podrzuć w górę, potem złap, potem trzymaj, potem szarp... Tango to taniec miłości i namiętności, taniec gorącej krwi! Spraw, żebyśmy umarły z miłości, gryź nas, drap nas, szarp nas na kawałeczki, przyciągaj i odrzucaj! Zadawaj ból i rozkosz!" - wabiły sandały, kusząco kolebiąc się na boki.
"Ale przecież nie wolno gryźć rzeczy Drozdy, a wy jesteście jego sandały..."- miał wątpliwości Tango.
"Oj nie, my jesteśmy Magiczne Sandały, z nami możesz tańczyć tango, taniec miłości!" - krzyknęły sandały i podskoczyły kusząco.
"No, skoro tak" - pomyślał Tango i zatańczył.
Szturchnął mokrym noskiem jednego sandała, polizał nieśmiało....
"No dalej, tańcz z nami tango, wiruj w tańcu miłości, kąsaj i szarp, bierz i porzucaj!" - zachęcały sandały.
Tango wbił zęby w jednego z nich, a sandał zamruczał:
"Och tak, rób tak dalej, teraz porzuć mnie i zaraz wróć i kąsaj, nie przestawaj! "
Tango podrzucił sandała, po czym chwycił go w locie i zaczął szarpać, z początku delikatnie, a potem coraz mocniej i mocniej, w rytm muzyki wygrywanej przez świerszcze , a sandał tylko śmiał się, krzycząc:
"Takie tango lubię! Dręcz mnie jeszcze! "
Tango ogarnął jakiś nieznany mu wcześniej szał, zatracił się w gryzieniu i szarpaniu, a świerszcze coraz głośniej wybijały rytm "bzit-bziiit! Bzit-Bziiiit! BZIT-BZIIIT!!!" , aż w końcu z sandała zostały dwa smętnie zwisające z jego pyszczka paski....a wtedy niespodziewanie do noska Tanga dotarł znajomy zapach... zapach Drozdy, który dochodził z tych nieszczęsnych resztek sandała!
"Co ja zrobiłem! To nie były żadne Magiczne Sandały, tylko stare sandały Drozdy! " - pomyślał przerażony Tango, po czym oblizał mordkę z resztek sandała i skulił uszka po sobie - " Drozda będzie zły..."
-Jestem zły, Tango - powiedział Drozda, który przed chwilą obudził się z drzemki i zszedł na taras zobaczyć, co też tym razem wymyślił jego pies - Jestem bardzo zły, że pożarłeś moje stare sandały! Ale nie mogę Cię ukarać, bo to moja wina, że ich nie schowałem chociaż wiem, że rosną Ci nowe ząbki... Cóż, czarodzieje też czasem mają gorsze dni.... Jutro kupimy nowe sandały i bierzemy się do roboty, żeby nauczyć psa, co jest dobre a co złe, co psu wolno, a czego nie!
Tango podszedł do Drozdy i chociaż jego łapki były jakoś dziwnie miękkie, a ogonek zawinął się pod brzuszek, kilka razy obszedł dookoła jego nóg i pomyślał:
" Drozda to naprawdę wielki czarodziej! Wyczaruje sobie nowe sandały, a potem dalej będzie mnie uczył, jak żyć w tym dziwnym świecie!"


Zakończenie alternatywne Rozdziału V – tylko dla dorosłych!!!


-Jestem zły, Tango – powiedział Drozda, który przed chwilą obudził się z drzemki i zszedł na taras zobaczyć, co też tym razem wymyślił jego pies – Jestem bardzo zły, że pożarłeś moje stare sandały! Cóż, jutro kupimy nowe sandały. Jednak od dłuższego czasu Cię obserwuję i widzę, że zbyt szybko odkrywasz w sobie pożądanie i namiętność. To są złe uczucia, które prowadzą do zatracenia i zguby! Jest na to jednak magiczny i prastary sposób wielkich czarodziejów – ciachnięcie jajek!
Tango podszedł do Drozdy i chociaż jego łapki były jakoś dziwnie miękkie, a ogonek zawinął się pod brzuszek, kilka razy obszedł dookoła jego nóg i pomyślał:
„ Drozda to naprawdę wielki czarodziej! Wyczaruje sobie nowe sandały, a potem zrobimy to magiczne ciachnięcie jajek i znowu będzie jak dawniej!”


CDN
_________________
Gocha&Sasza
http://www.facebook.com/DogMastersTrekking
 
 
Evela 
Psiarz pełną parą



Mój labrador: Lorena i Jamnior Nitka
Posty: 2534
Skąd: Bielsko Biała
Wysłany: 2010-09-28, 20:35   

Miło się czyta, masz talent :)
_________________
https://lh3.googleusercontent.com/-j6h8oK-mHrI/UG8dRUlWxuI/AAAAAAAAJKo/1xJQTDsghSY/s460/banner.gif
http://spojrzeniepsa.blogspot.com/
 
 
karolinna15 



Mój labrador: Fiona
Wiek: 26
Posty: 4123
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-09-29, 15:23   

Super bajki :) , czekam na kolejne rozdziały :tak:
_________________
Zapraszam do galerii Fiony!!!
 
 
Gocha2606 



Posty: 433
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-09-29, 22:33   

Dzięki, dzięki, a więc skoro nastał kolejny wieczór, pora na następny odcinek baśni ;)
Dziś gościnnie Kokarda, zwana pieszczotliwie Koką, pierwsza miłość Tanga.

Cóż, komentarz Jacka - "nikt w taki sposób nie opisał jeszcze dojrzewania seksualnego psa".

Znacie?
Nie znacie?
To posłuchajcie...

Rozdział VI

Tango i Koka, czyli czego pragną kobiety

To miał być kolejny zwyczajny dzień z życiu Tanga. Oboje z Drozdą obudzili się w znakomitych humorach, zjedli śniadanie i porozmawiali sobie trochę o życiu – o tym, co jest dobre, a co złe i co psom wolno, a czego nie. Przy śniadaniu od czasu do czasu Droździe coś spadało na podłogę – a to widelec, a to serwetka, a to zapalniczka, a Tango podawał mu je, trochę dziwiąc się, dlaczego Drozda nagle zrobił się taki niezdarny.
A potem przyjechała Kokarda i zwyczajny dzień przestał być już taki zwyczajny.
Tango znał ją już wcześniej, ale tym razem wyglądała jakoś inaczej, po prostu ładnie, jej brązowe futerko błyszczało jakby mocniej i pachniała jakoś tak miło. Tango poczuł, że koniecznie musi się z nią przywitać i powąchać każdy centymetr jej psiego ciałka.
Jak pomyślał, tak zrobił, a potem, krążąc wokół niej, zagaił inteligentną rozmowę:
- Hej, Kokarda, a czemu Ty masz takie wielkie oczy?
Kokarda zalotnie zatrzepotała rzęsami i powiedziała:
- Żeby Cię lepiej widzieć, mały.
- Aha....a czemu masz takie wielkie uszy?
- Żeby Cię lepiej słyszeć.
- Aha....a czemu masz taki krótki ogonek ?
Kokarda usiadła, wdzięcznie podrapała się za uszkiem, spojrzała na niego, lekko mrużąc oczy i znudzona powiedziała:
- Tango, zajmij się lepiej swoim ogonem, dobra?
Tango spojrzał na koniuszek swojego ogona, który kusząco się poruszał – pac-pac-pac- w prawo – w lewo, w prawo- w lewo, jakby zapraszając go do zabawy. Tango przez chwilę wodził za nim wzrokiem, po czym nie wytrzymał i skoczył, żeby go złapać i podać Kokardzie. Zrobił kilka obrotów, wywrócił się i zamarł z ogonkiem w zębach, spoglądając na Kokardę. Ta jednak, zajęta czyszczeniem swojego i tak już lśniącego futerka, nie zwracała na niego najmniejszej uwagi.
„Dziwne jakieś są te dziewczyny, tylko się myją i czeszą... Po co to komu?” – pomyślał Tango zrezygnowany, po czym zwinął się w kłębek i zapadł w drzemkę. Śniła mu się oczywiście Kokarda, jej wielkie brązowe oczy i falujące na wietrze uszy ...
Ze snu wyrwał go znajomy głos:
- Tango, Koka, do mnie!
Tango zerwał się na równe łapy i pobiegł do kuchni, po drodze szybko otrzepując futerko z resztek snu. Kokarda już tam była i siedziała wpatrzona w Drozdę, który nakładał do dwóch małych psich miseczek coś tak pięknie pachnącego, że Tango aż przełknął ślinkę. Kiedy małe psie miseczki znalazły się na podłodze, a Drozda powiedział :
- Proszę.
Tango rzucił się łapczywie na swoją michę i w mgnieniu oka pochłonął całą porcję pysznego jedzenia, wylizał jeszcze miseczkę do czysta zdziwiony, że już jest pusta, po czym oblizał pyszczek i spojrzał na Kokardę, która powoli jadła i jadła i jadła.... i jadła, a jedzenie w jej miseczce pachniało tak kusząco. Tango zbliżył się odrobinę i powiedział:
- Hej, Kokarda, daj gryza!
Kokarda, nie przerywając jedzenia, zerknęła na niego, zmarszczyła nos, a spod jej warg wyłoniły się wielkie białe zęby. Tango, niezrażony, przysunął się jeszcze bliżej i zapytał:
- Ojej, czemu Ty masz takie wielkie zęby? – i nie czekając na odpowiedź szybko zanurzył pyszczek w jej misce, a kiedy z rozkoszą zagarnął na język ogromną porcję jedzenia, poczuł, że na jego karku zaciska się coś strasznego, jakby kleszcze, które go złapały i potrząsają nim na boki.
- Wy – pluj - mój-obiad- smarrrr – ka - czu - warknęła Kokarda, trzymając go zębami za szyję – I – to - już!!!
- Ała, puść, boli!!! Drozdo, ratuj!!! – rozpłakał się Tango, a kiedy tylko uścisk na jego szyi zelżał, pobiegł do Drozdy, który stał w drzwiach i w milczeniu obserwował całą scenę – Drozdo, dlaczego ona to zrobiła? Myślałem, że mnie lubi...
- Widzisz mały, kobiety są po to, żeby je uwielbiać i adorować, przynosić im prezenty i mówić miłe rzeczy. A Ty zrobiłeś coś głupiego – chciałeś jej ukraść rzecz bardzo dla niej cenną – jej obiad. Kokarda Ci przecież powiedziała „ nie rób tego”, ale Ty musiałeś jednak spróbować, głupi mały piesku. Dlatego dostałeś nauczkę – rzekł Drozda, schylił się i podrapał ciągle drżącego ze strachu Tanga za uszami.
- No i co teraz będzie? Co ja mam zrobić? Ona pewnie już mnie nie lubi... – westchnął Tango, przytulając się do Drozdy, jednocześnie nieśmiało popatrując na Kokardę, która właśnie skończyła jedzenie i zbierała ostatnie okruszki z podłogi.
- Lubi Cię, lubi, ale lepiej przez jakiś czas schodź jej z drogi i wszystko wróci do normy – powiedział Drozda, a z kieszeni wypadła mu paczka chusteczek - z kobietami trzeba postępować delikatnie, bo to skomplikowane istoty.
„Jejku -jej – pomyślał Tango, szybko podnosząc chusteczki i wsuwając je Droździe do ręki – jaki ten Drozda mądry! Tylko dlaczego taki niezdarny?”

CDN....
_________________
Gocha&Sasza
http://www.facebook.com/DogMastersTrekking
 
 
karolinna15 



Mój labrador: Fiona
Wiek: 26
Posty: 4123
Skąd: Polska
Wysłany: 2010-09-30, 13:47   

Hehe rotfl super :)
_________________
Zapraszam do galerii Fiony!!!
 
 
Gocha2606 



Posty: 433
Skąd: Katowice
Wysłany: 2010-10-01, 21:55   

Dziś kolejna rozróba - tym razem o małego, maciupeńkiego chrupka :ups:
Pojawią się nowe postacie dramatu - Brita, goldenka Drozdy i Panda, zwana pieszczotliwie Pandziorą - labka fundacyjna, szkolona w owym czasie na asista.
Któraś z nich to Panda, ale która???



Znacie?
Nie znacie?
To posłuchajcie?

Rozdział VII

Puszka Pandziory

Popołudnie było bardzo ciepłe, wręcz gorące, słońce świeciło, po niebie leniwie przetaczały się białe baranki i nic nie zapowiadało nadchodzącej burzy.
Tango, Kokarda i Bianka spędzały czas w ogrodzie, zajmując się swoimi sprawami. Tango pogonił jakiegoś wyjątkowo pięknego motylka, czasem kłapnął zębami w stronę przelatującego ospale trzmiela, to znowu przypatrywał się Kokardzie, która jak zwykle czyściła swoje błyszczące futerko. Bianka drzemała w cieniu bzu, od czasu do czasu strzygąc uchem, gdy któryś trzmiel zapędził się zbyt blisko niej.
Drozda siedział na tarasie i pisał coś na tej swojej magicznej, lekko szumiącej skrzyneczce. Czas płynął leniwie, a po niebie przetaczały się trochę jakby ciemniejsze i większe baranki. Tango przeciągnął się, otrzepał futerko, wspiął się na taras, podszedł do Drozdy i szturchnął go noskiem. Drozda podrapał go pod brodą, podrapał się po brodzie i wrócił do pisania, oczywiście strącając coś ze stołu.
„Ale z niego niezdara” – pomyślał Tango, szybko podnosząc leżący na ziemi długopis i podając go Droździe.
– Dziękuję, Tango – powiedział Drozda – Taka tu cisza i spokój, ale chyba nadchodzi burza... – dodał, patrząc w niebo.
„ Burza? Jaka burza?” – pomyślał Tango, po czym zwinął się w kłębek u stóp Drozdy i zapadł w drzemkę. A po niebie krążyło więcej i więcej coraz ciemniejszych baranków.... Ile czasu spał – sam nie wiedział, obudziło go szuranie krzesła. Zaspanymi jeszcze oczkami spojrzał na Drozdę, który właśnie wstał i przeciągał się, mrucząc pod nosem coś o „ starych kościach”, potem popatrzył na niebo i ze zdziwieniem stwierdził, że zrobiło się prawie czarne, zniknęły gdzieś te miłe baranki, a w oddali słychać było grzmoty.
Drozda poczłapał do kuchni i nastawił wodę na herbatę, a Tango dla towarzystwa poczłapał za nim. Drozda zajrzał do jednej szafki, potem do drugiej, wyjmował jakieś torebki i puszeczki, wąchał ich zawartość, drapał się w brodę i mruczał:
- Gdzie ja schowałem tą dobrą herbatę? To nie ta.... ta też nie.... może ta? O, a to co? Jakaś stara puszka Pandziory! – zdziwił się Drozda, oglądając starą puszkę Pandziory.
Potrząsnął nią, a w środku coś niepokojąco zagrzechotało. Tango nadstawił uszu i oblizał się.
– Ciekawe, co tam jest? – mruknął Drozda i pociągnął wieczko, a z puszki wyskoczył jeden, jedyny chrupek, który odbił się od stołu, a potem, jakby niesiony jakąś niewidzialną siłą, wskoczył na parapet i wypadł przez otwarte okno prosto do ogrodu. Tango śledził go z zapartym tchem i było mu strasznie żal, że tak nagle zniknął.
– On jest mój! – usłyszał z ogrodu głos Bianki.
– Nie, zostaw go, ja go pierwsza zobaczyłam! – warknęła Koka.
– Jest mój i tylko mój ! – krzyknęła Bianka.
– Po moim trupie! – wrzasnęła wściekła Koka.
– Zobaczymy!!! – rozdarła się Bianka.
Resztę kłótni zagłuszył huk grzmotu. Tango, pomimo, że tak naprawdę niezbyt lubił burzę, postanowił jednak sprawdzić, o co ta cała awantura. Wybiegł do ogrodu i zamarł z wrażenia. Czegoś takiego jeszcze nie widział w swoim krótkim psim życiu, a to, co zobaczył, przeraziło go nie na żarty. Piękny, kuszący chrupek tkwił w załomie muru pomiędzy rynną i gałązką bluszczu, a u jego stóp tarzały się Bianka i Kokarda, zwarte w śmiertelnym uścisku. Były naprawdę wściekłe, walczyły na śmierć i życie, gryzły się zapamiętale wielkimi zębiskami, a w powietrzu fruwały strzępy ich pięknych futerek! Niebo przecięła błyskawica, huknęło i rozpętało się prawdziwe piekło. A chrupek niewzruszony tkwił na swoim miejscu w załomie muru i Tango mógłby przysiąc, że słyszał jego złośliwy chichot.
Z domu wypadł Drozda i Tango wyczuł, że też był zły. Bardzo zły. Doskoczył do walczących suk, zrobił coś tak szybko, że Tango nie był w stanie zobaczyć jego ruchów i nagle Bianka leżała po jednej jego stronie, a Koka po drugiej i obie miały bardzo zdziwione miny...
– Psy do domu i to już! – rozkazał Drozda, po czym obie suczki ze spuszczonymi ogonami i skulonymi uszami, ociekając wodą, wbiegły do domu i schowały się w odległych kątach pokoju.
Tango wsunął się do kuchni za Drozdą.
– Nie powinienem był otwierać tej puszki Pandziory – mruknął Drozda i ze złością chwycił puszkę, chcąc ją wyrzucić do kosza, ale kiedy ją podniósł, znowu coś w niej leciutko zagrzechotało.
Tango spojrzał na niego z obawą, a Drozda zajrzał do puszki zdumiony i wyciągnął z niej małego, maluteńkiego chrupka.
– Widzisz , Tango, zawsze pozostaje nadzieja – uśmiechnął się Drozda – za to, że byłeś taki grzeczny , to Twoja nagroda.
Tango delikatnie wziął podanego przez Drozdę chrupka i żując go z lubością pomyślał ; „ Jejku-jej, Drozda to naprawdę wielki czarodziej, wyczarował dla mnie nadzieję ! I jaka pyszna ta nadzieja...”


CDN....
_________________
Gocha&Sasza
http://www.facebook.com/DogMastersTrekking
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Napisz do nas · Statystyki · Reklama

Kontakt z Labradory.info: poczta elektroniczna.
© 2004-2010 Labradory.info Wszelkie prawa zastrzeżone.


REKLAMA