Forum Album Sklep
FAQFAQ  Mapa GoogleMapa Google  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  ProfilProfil
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj
 Ogłoszenie 
Pomagam.pl - Pomagamy w potrzebie Zwierzakowo - Internetowy Sklep Zoologiczny Labradory - na dobre stawy

Poprzedni temat «» Następny temat
Kiedy ochodzi najelpszy przyjaciel - Kora
Autor Wiadomość
dj_krystus 


Mój labrador: KORA :)
Wiek: 24
Posty: 45
Skąd: Pleszew
  Wysłany: 2017-07-14, 21:51   Kiedy ochodzi najelpszy przyjaciel - Kora

Witam wszystkich po dość długiej przerwie.
Pamiętam, prawie jak dziś kiedy 10lat temu, mając 13 lat siedziałem i czytałem to forum, przy okazji pewnie pisząc jakieś głupie posty bo zamarzył mi się labrador. Muszę przyznać, że jak na swój wiek byłem dosyć odpowiedzialny, przestudiowałem sporo wątków na forum, wiedziałem na co zwracać uwagę przy kupnie psa, jak go wychować, jakie są najczęstsze problemy itp. Jak już byłem pewny, że labrador to pies którego chciałbym mieć, przez kolejne pół roku pracowałem i odkładałem pieniądze, żeby kupić psine z hodowli, w tym samym czasie namawiając rodziców(głównie mamę i mieszkającą w moim rodzinnym domu babcie) na kupno psa. Babci nawet napisałem specjalne pismo, które musiała podpisać, że nie będzie wyzywać psa i wyganiać go z domu ( nie była "fanką" trzymania psa w domu, wychowała się na wsi i dla niej było to normalne, że pies biega po podwórzu a nie korytarzu) :D . W końcu, gdy załatwiłem wszystkie formalności, pod pretekstem wyjazdu właśnie z babcią, mamą i starszym bratem do Poznania, podczas gdy one załatwiały swoje sprawy, ja z bratem pojechaliśmy do hodowli, i wróciliśmy najpierw po babcie i mame, a następnie do rodzinnego miasta, tylko już w 5. Pamiętam, jak mały, niewiedzący co się dzieje czarny labek jechał z nami na tylnym siedzeniu w kartonie z którego wystawała mu wtedy tylko głowa. Pamiętam, jak zjadł mi pierwszy telefon, pierwszy wymarzony odtwarzacz mp3 który dostałem na gwiazdkę i w tamtych czasach był nowością, nowe sandały i pewnie z milion innych rzeczy. Pamiętam pierwsze wizyty u weterynarza, pierwsze spacery na łąkę, pierwsze kąpiele których nie był wielkim fanem(potwierdza to jego wyjątkowość, Kora nie lubiła wody), i wiele wiele innych rzeczy o których nie będe pisał bo pewnie straciłbym na to kilka godzin.

Jakiś miesiąc temu przy zabawie, dojrzałem że chyba ma kleszcza. Bez pośpiechu pojechałem do weta(nie chciałem go sam wyciągnąć, nigdy tego dobrze nie potrafiłem zrobić, poza tym panicznie boje się kleszczy, tak jak niektórzy boją się np. pająków ). Okazało się, że to nie kleszcz tylko "na szczęście" niezłosliwy nowotwór - brodawczak. No cóż, dostała leki, wet poinformował że gdyby się powiększał mam przyjechać i wtedy będziemy działać i zostanie wycięty, ale generalnie raczej nie ma się czym martwic.

W czwartek tydzień temu przestała chodzić. Była noc, więc niestety musieliśmy czekać za weterynarzem. do którego chodziła. Pamiętam, jak stała w miejscu przez jakieś 2 godziny, ale gdy powiedziałem "Kora, choć! Jedziemy do weterynarza" powoli podeszła do samochodu, "upadając" co kilka kroków i przy mojej małej pomocy weszła do środka. Dostała zastrzyki, postała jeszcze chwile po powrocie do domu a później połozyła się i poszła spać. Mieliśmy cały czas monitorować stan i w razie jakichkolwiek zmian od razu informować weta, i tak też robiliśmy. Rano było już ok, chodziła trochę jak pijana, ale cieszyłem się że jej się poprawiło. Po poludniu odebrałem tabletki i cieszyłem się że powoli wraca do formy. Jednak w niedzielę znów to samo. Szybka wizyta u weta, zastrzyki i umówienie się na konkretne badanie w poniedziałek. Spałem z nią na podłodze przy drzwiach wyjściowych do domu, bo nie chciałem żeby obciążała nogi wchodząc na góre po schodach gdzie zawsze śpi, a będąc sama była nerwowa i piszczała.

Poniedziałek badania - zwyrodnienie stawów. Nie jest tragicznie, ale nie jest też dobrze. Kolejna porcja zastrzyków, i kolejne leki. Teraz już było zdecydowanie lepiej, w środę odebrałem jeszcze zamówiony wcześniej "syropek" który miał wypełnić uszczerbki w stawach i je "nasmarować", w skrócie polepszyć ich stan.

Wczoraj, wróciłem do domu dosyć późno bo ok 21. Od razu przywitała mnie mama z nieciekawą nowiną - z psem nie jest dobrze. Poszedłem do niego na ogród, leżał w pozycji w której nigdy nie miał w zwyczaju leżeć, szybko oddychał. Od razu wiedziałem, że to koniec. Tak jak jeszcze 3 godziny wcześniej, gdy wyjezdzalem z domu nikt by mi nie był w stanie wmówić, że jest źle i będzie trzeba psa uśpić, tak wtedy wiedziałem. Czułem to. Tak jak wchodząc do szpitala można wyczuć zapach śmierci, tak ja podchodząc do mojego najlepszego przyjaciela, wiedziałem że to nasz ostatni wieczór. Od razu zdecydowałem, żeby zadzwonić do weta, inni domownicy chcieli zostawić ją do rana i liczyć na poprawę. Jednak ja byłem pewny. Zadzwoniłem do weterynarza, przyjechał za jakąś godzinę, a ja w tym czasie sobie siedziałem, piłem piwko za jej zdrowie i odpalałem papierosa od papierosa czekając na koniec. Kończąc, weterynarz stwierdził udar, nikłe szanse na przeżycie. Byłem z nią do ostatniego oddechu, trzymając głowę na jej piersi zaraz po jej ostatnim zastrzyku, słysząc ostatnie uderzenie jej już nierytmicznie bijącego serca. Odeszła o godzinie 23, 13 lipca 2017 roku mając niecałe 10 lat.

Mógłbym dużo pisać w samych superlatywach, jak pewnie każdy właściciel chwaliłby swojego psa którego właśnie stracił, co jest jasne. Jednak muszę napisać coś, co może nie każdy pies obudził w swoim właścicielu. Kora sprawiła, że pokochałem labradory. Nie chcę innego psa, nie wyobrażam sobie swojego życia bez psa u boku (wole psy od ludzi, choć nie jestem aspołeczny. Po prostu ludzie bywają, pies jest - od pierwszego dnia z Tobą do ostatniego oddechu). Już zauważam, że denerwuje mnie to, że nic mnie nie denerwuje(wiadomo, nie zawsze jest dobrze ;) ) - nikt ze mnie rano nie sciąga kołdry, nikt po cichu nie wchodzi mi w nocy do łóżka ( zawsze mnie to śmieszyło, w dzień wpadała do mojego pokoju jak pocisk, i uchylone drzwi odbijały się od ściany i zatrzaskiwały, a kiedy się położyłem, najpierw kładła się pod drzwiami, by po kilku minutach po cichu wejść tak żeby mnie nie obudzić, i powoli wskrobać się na łóżko), nikt nie wyciąga mi skarpetek z szuflady i wiele wiele innych. Wiem, że długo nie wytrzymam bez psa, ale to jeszcze nie ten moment.

I tak jak miłość psa do właściciela i właściciela do psa jest normalna tak byłem w ciężkim szoku, jak dziś rano wszyscy sąsiedzi których spotykałem czy to na ulicy, czy w sklepie składali mi kondolencje (nigdy bym na to nie wpadł, że ktoś może podejść i powiedzieć że mu przykro z powodu śmireci mojego psa), mówili że był to najlepszy piesek na osiedlu i wszyscy, wspólnie go kochali, i że bez niego będzie "pusto". Po południu nawet spotkałem panią, która też złożyła mi kondolencje, a o której istnieniu nie miałem pojęcia. Mówiła, że codziennie chodzi koło mojego domu do pracy, i zatrzymywała się na chwilę przy płocie, żeby przez niego pogłaskać psa ( miał w zwyczaju siedzieć w rogu i "wzywać" swoim spojrzeniem wszystkich przechodzących do tego, żeby go pogłaskali :D ).

Kończąc, nie mówię żegnaj, bo wierzę że jeszcze kiedyś się spotkamy, w miejscu bez bólu i cierpienia. Pamiętam, jak namawiając mamę na psa ustawiałem jej codziennie inne zdjęcie labradora na tapetę w komputerze z tym samym cytatem, który znajdziecie niżej i który pewnie znacie. Nie potrafiła tego zmienić, więc była zmuszona na nie patrzeć ;) .

"Najlepszym przyjacielem człowieka jest ten, kto nie pytając o powód smutku, potrafi sprawić że znów wraca radość" o. Jan Bosko.

Do Zobaczenia Kora.


P.S. Przepraszam, ale musiałem się wygadać. Mam nadzieję, że to nikomu nie przeszkadza. Jeśli post znajduję się w złym dziale to proszę o przerzucenie, ale jeśli to możliwe nie kasowanie. Co jakiś czas będę do niego wracał, może kiedyś coś dopiszę. Łezka poleciała przy tych wspomnieniach, zresztą nie pierwsza i pewnie nie ostatnia.
 
 
 
krycha 



Mój labrador: Figa I (*),Bono (*) , Ayla, Figa, Merlin
Pomogła: 10 razy
Posty: 2687
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-07-15, 07:58   

Bardzo współczuję, to zawsze boli, tak bardzo ............... :cry:
Kora (*)
_________________
krycha&Ayla&Bono(*)&Figa&Merlin
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Napisz do nas · Statystyki · Reklama

Kontakt z Labradory.info: poczta elektroniczna.
© 2004-2010 Labradory.info Wszelkie prawa zastrzeżone.


REKLAMA